Translate

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 17 "Dielara"

Violetta

Dzisiaj Leon wychodzi ze szpitala. Jak ja się cieszę! Pójdę do niego od razu po lekcji geografi z Angie. Będzie musiał mnie chyba odwieźć Ramallo... W studiu mieliśmy próby do przedstawienia. Ja i Leon, który musi nadrobić zaległości, mamy zagrać przyjaciół, którzy boją się powiedzieć co tak naprawdę do siebie czują i przez pomyłkę rozjeżdżają się w różne strony świata. Ja mam zagrać piękną Remire, która wyjeżdża do małego miasteczka w Meksyku, a Leon przystojnego i niezwykle utalentowanego Zacariasa, który wyjeżdża na naukę do Bułgari. Francesca i Maxi mają razem zatańczyć do Ser Mejor i zagrać rodzeństwo przyrodnie. Camila jest teraz podobno z  Brodwayem i nawet dobrze się składa, ponieważ z jednej ze scen spektaklu muszą się... pocałować. Napo, Ludmiła, ja, Naty, Andres i Lena mamy razem przygotować piosenkę. No tak! Dzisiaj było ogłoszenie wyników i przyjeżdża do nas Rihanna! Nie mogę opanować emocji! Rihanna przyjeżdża do nas za dwa dni i będą to dwa dni ciężkiej pracy. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to jutro, muszę się spotkać z Leonem, przećwiczyć z nim układ choreografficzny i kilka piosenek m.in. Podemos. Zawsze przy tej piosence napływają mi łzy do oczu i... ktoś zapukał.
-Proszę! - wykrzyknęłam.
-Cześć, Violu. Gotowa na lekcję? - zapytała się mnie ciocia.
-Tak, a powiesz mi co będziemy robić z Rihanną? - zapytałam entuzjastycznie.
-Nie powinnam nic mówić, ale zdradzę ci tylko tyle, że podczas całego pobytu gwiazdy, nauczycie się naprawdę wiele, a studio zyska kolejną reklamę. A teraz chodź do salonu. Nauczyłaś się? Mam zamiar cię pytać.
-Nie, Angie proszę. - spojrzałam się na ciocię błagalnie i się roześmiałyśmy.

*2 godziny później*

Właśnie skończyłam lekcje i jadę samochodem Ramallo pod szpital. Wypisują Leona! Wbiegłam na rejestrację i zapytałam się o chłopaka. Pani grzecznie mi odparła, że pacjent ma się naprawdę dobrze i po dzisiejszych, ostatnich wynikach badań, wypuszczą go do domu. Poszłam szybkim krokiem pod salę Leośa. Z uśmiechem nacisnęłam klamkę i wkroczyłam do sali. Na widok Leona po raz kolejny rozpłakałam się, rozmazując starannie nałożony sobie tusz. Chłopak patrzył się na mnie, delikatnie mrużąc oczy. Czułam się przeszyta wzrokiem. W końcu młodzieniec wydobył z siebie głos.

-Violetta. - na tym słowie zamilkł. Nastąpiła mrożąca krew w żyłach cisza. Cisza niemiłosierna, bezwzględna, jednak oddawała wicej niż tysiąc słów. Postawiłam trzy kroki w jego kierunku.
-Tęskniłam. Leon ja, ja bałam się, że się już nigdy nie obudzisz. - jęknęłam.
-Violu, nie zostawiłbym cię. -Moje kąciki ust, delikatnie uniósły się ku górze. Jak miło było mi usłyszeć jego miękki, opiekuńczy głos. Usiadłam na krawędzi łóżka i uparcie wpatrywałam się w jego nirbiańskie oczy. Napęłniałam się ich urokiem w każdej sekundzie. Leon zwinnie podciągnął się na łóżku i zaczął dotykać moich włosów.
-Muszę ci coś powiedzieć. - Powiedział. Czułam, że jego głos drży, to zdawkowało mój strach. -Ten wypadek - przełknął ślinę. - był umyślny. - zacisnął wargi, pochylił głowę i lekko zmrużył powieki. Ja odwróciłam się od niego i wzrok pokierowałam na bladą ścianę. Dlaczego on mi to zrobił? Teraz wyraźnie czułam napływające do oczu łzy. Pomyślałam o tej chwili gdy byliśmy razem, szczęśliwi i śpiewaliśmy na jednym z występów.
-Vilu, ja - próbował się wytłumaczyć, ale mu przerwałam.
-Nic już nie mów. - ja także spuściłam wodę, a po policzku popłynęła mi łza.
-Muszę. -Leoś chwycił mnie za podbródek i uniósł moją głowę do góry. -Nie płacz. - widziałam w jego łagodnych gestach smutek i żal.
-Widziałem ciebie z Diego tego dnia. Sądziłem, że jest coś między wami, nie chciałem wamprzeszkadzać. Pragnąłem się wyeliminować. Myślałem, że mnie zdradzasz i uwierz... te słowa trudno mi przychodzą.
-Ah tak? Po pierwsze mnie znasz i doskonale wiesz, że bym się do czegoś takiego nie dopuściła. Podobno w związkach ważna jest wierność! Nie ufasz mi. - zacisnęłam pięści, żeby nie wybuchnąć. Wstałam i palnęłam:
-A ja ci ufam! - Lein złapał mnie za rękę jednsk ja ją odtrąciłam. Wyszłam z sali i w drzwiach, nie odwracając głowy szepnęłam.
-Leon kocham cię. Chciałeś sobke i mi zniszczyć życie? Jak tak tego pragnąłeś to proszę - masz. - usłyszałam tylko ciche łkanie. Z kamienną twarzą wyszłam ze szpitala i poszłam do KFC. Zamówiłam sobie kurczaczki i zasiadłam przy stoliku. Może zbyt ostro go potraktowałam? W końcu poczuł się zraniony, jednak nie upoważnia go to do robienia sobie krzywdy. Postanowiłam zawrócić do szpitala. Tak jak zwykle, minęłam recepcję i ruszyłam do pokoju. Wychyliłam głowę i ujrzałam, ciągle szlochającego chłopaka. Rzuciłam oschle.
-Jeszcze się nie pozbierałeś?
-To smutne, stracić kogoś kogo kocham. - w tym momencie, kategorycznie zmiękło mi serce. Podeszłam i go przytuliłam.
-Przepraszam, wybaczysz mi, Violu?
-Kochanie, to ja przepraszam. Niepotrzebnie wybuchłam. Bałam się o ciebie. - uśmiechnęłam się i jeszcze raz go przytuliłam. Do sali wkroczył lekarz.
-Panie Verdas, może panjuż zbirrać się do powrotu. Wszystkie wyniki są pozytywne.
-Cudownie! -wykrzyknęłam i rzuciłam się na szyję Leona, po czym wybiegłam na poczekalnię i usiadłam na czerwonym krzesełku. Po godzinie mój chłopak wyszedł uśmiechnięty, trzymając fioletową walizkę, cmoknął mniecw policzek.
-Chodźmy do mojego domu.
-Ok. Już wszystko będzie po staremu. - poszliśmy zaułkami miasta. Pośród smętnej otchłani szarych uliczek, rozglądaliśmy się po barwnych wystawach porcelany, zabawek, najróżniejszych materiałów i kolorowych sukienek. Minęliśmy kilkanaście kawiarenek w stylu paryskim i parę restauracji. Skręciliśmy w kamieniczkę, na końcu której, stała olbrzymi, koloru łososiowego kościół w stylu baroku. Skręciliśmy w prawo, później znowu w prawo i znaleźliśmy się na rozległym dziedzińcu, w kręgu drzew. Znajdowaliśmy się w parku im. Stanisława Broczkowskiego. Dominował tu pomarańcz, czerwień brąz, czyli wszystkie jesienne kolory. Leon chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę swojego domu. Chłopak otworzył drzwi i wpuścił mnie do środka.
-Nie ma twoich rodziców? - zapytałam się.
-Wczoraj wyjechali w sprawach służbowych... znowu.- powiedział Leon i poszedł do pokoju się rozpakować. Ja usiadłam na fotelu i sięgnęłam po zdjęcie leżące na stoliczku. Zdjęcie mojego Leośa, gdy był jeszcze małym szkrabem. Po chwilinadszedł Leon i mnie objął.
-Oczy ci się nie zmieniły. Nadal zwalają z nóg. - zaśmiałam się, a chłopak posadził mnie na swoich kolanach.
-Tak wiem, że jestem piękny. Obiło mi się o uszy, że przygotowujecie jakieś przedstawienie.
-Nom i jeszcze doszły dwie nauczycielki, ale nie będę ci tu rozwlekała... i tak wiesz miej więcej o co chodzi.
-Dobrze, księżniczko. Mam ochotę coś zjeść. Co byś chciała?
-Nie wiem. - odparłam
-A ja wiem!
-No co?
-A ja bym ciebie schrupał! - oddałam mu na chwilę swoją szyję i po paru dobrych minutach, wyskoczyłam z objęć ukochanego jak oparzonna.
-Ugotujmy pizze! -pobiegłam do kuchni, wyciągnęłam miskę i wszystkie potrzebne składniki.
-Oj Violuś, naprawdę? Zadzwońmy do pizzeri, a teraz zajmiemy się sobą. Tylko i wyłącznie sobą, co ty na to? - zapytał się kusząco i przyciągnął mnie do siebie.
-Po pierwsze żadne Violuś, a po drugie nie!
-Ty niedobra! A może jednak? - nalegał.
-Leon!
-Co?
-Gunwo! Ogarnij się. Robimy pizze i koniec kropka.
-Nie chce mi się. - narzekał mój niezwykle "uroczy" chłopak. W tym momencie wzięłam jajko i rozbiłam je mu na głowie.
-Violetta! - krzyknął i sypnął mi prosto w twarz mąką. Ja nie byłam mu dłużna. Po 5 minutach zaciętej, mąkowej bitwy, do ręki Leona wpadł sos pomidoroy. Ja postanowiłam sprytnie oblać go lodowatym mlekiem.
-A masz! - wylałam na niego zawartość opakowania. Kuchnia wyglądała nieziemsko. Chłopak podszedł do mnie, złapał mnie w talii, przerzucił przez ramię i zaniósł do swojego pokoju i... wyszedł zamykając drzwi na klucz!
-Odsiedzisz sobie tu teraz spokojnie, a gdy ja się umyję to cię wypuszczę.
-Głupku... po pierwsze ja też, jakbyś nie zauważył, jestem brudna, po drugie nie wziąłeś sobie suchych ciuchów, a po trzecie w kuchni trzeba posprzątać. -Leon już mnie nie słuchał tylko schował się w łazience. Klapnęłam zrezygnowana na jego łóżko i wyciągnęłam telefon. Najpierw grałam w jakąś badziewną grę, a potem weszłam na facebooka. Po 15 minutach usłyszałam zgrzyt przekręcanego klucza.
-Ty w samym szlafroku? - uśmiechnęłam się szeroko.
-Zapomniałem zabrać rzeczy do łazienki. A co podobam ci się tak?
-Noom... - przyłożyłam wskazującego palca do ust tak, żeby wyglądało to naprawdę słodko. Leon położył się koło mnie i namiętnie pocałował.
-Kochanie, teraz idź ty do łazienki, a ja się tu przebiorę.
-Gamoń! - rzuciłam w niego poduszką i wyszłam z pokoju. Przeszłam korytarzyk i z szafeczki wyjęłam czysty, krwisty ręcznik, po czym weszłam do łazienki. Najpierw wrzuciłam brudne ubrania do pralki i wskoczyłam pod orzeźwiający prysznic. Po kilkunastu minutach wyszłam z kabiny, wysuszyłam sobie włosy i ułożyłam je w niesfornego koka.Ubrałam bieliznę i okryłam się ręcznikiem.
-O moja królewna, wreszcie schodzi. Vilu, masz szczęście, bo już posprzątałem w kuchni. -   wrzasnął z dołu. Zeszłam po schodach i chyba nie mógł ukryć zdziwienia, widząc mnie w samej bieliźnie.
-No, kotku. Zaskoczyłaś mnie. - wyszczerzył się do mnie.
-Leoś, przestań... Masz jakieś ubrania?
-Pewnie! Zaraz ci coś przyniosę. Poczekaj tu. - po chwili, ujrzałam sukienkę mamy chłopaka i grube skarpetki.
-Masz, to dla ciebie.
-Ok, dzięki. - powiedziałam i już zamierzałam iść do innego pokoju, aby się przebrać.
-Violetta, zostań. Możesz się przecież ubrać przy mnie. Hm...?
-Zbok!
-No co? Już cię przecież widzialem w bieliźnie... - westchnęłam i szybko ubrałam się śliczną sukienkę.
-To co? Robimy pizze? -zapytał się.
-Nie, nie mam już ochoty. Napijmy się soku i chyba muszę wracać do domu. Ściemnia się, a mój tata... sam wiesz.
-No dobrze. - wyszliśmy z domu i wpakowaliśmy się do samochodu Leona. Dopiero gdy odjechaliśmy zauważyłam, że nie mam swojej sukienki. Ugh...
-Skarbie, zapomniałam wyciągnąć z pralki moich ciuchów.  A na dodatek zobacz jak ja wyglądam! Do połowy uda sięga mi to! Ojciec sie wścieknie.
-Spróbuj się jakoś przemknąć, a rzeczy przywiozę ci jutro, ale musisz coś dla mnie zrobić...- chłopak wydął usta i stanął przy bramie mojego domu. Usiadłam na nim okrakiem i pocałowałam, ciągle zgłębiając francuski pocałunek.

 Po około 10 minutach, oderwaliśmy się od siebie. Wyszłam z samochodu i otworzyłam drzwi mojego pałacu. Na moje nieszczęście tata stał pod drzwiami i rozmawiał przez telefon. Gdy mnie zobaczył natychmiast się rozłączył i zaczął krzyczeć.
-Violetta, jak ty wyglądasz?! Gdzie byłaś? Czemu nie masz swojej sukienki, tylko jakąś inną?! Violetta!

Lara

Szłam powolnym krokiem do studia. Wiedziałam, że będzie tam na mnie czekała tabela z wynikami. Zadręczałam się pytaniami typu "A co jeśli nie przejdę?". Szłam już dobrą godzinę przez park, rozglądając się za wiewiórkami, których było jakoś niezwykle dużo. Gdy zza drzew wyłonił się wielki szyld, zagapilam się i potknęłam o kamień. W ostatniej chwili ktoś mnie złapał.
-Niemożliwe, to ty. -szepnął. Ja wstałam i równie "głośno" się przywitałam.
-Yy... cześć i dziękuję. - odpowiedziałam.
-Hej. Idziesz do studia?
-Tak i się nieco spieszę. - chciałam uniknąć tej rozmowy, nie wiem czemu. Nigdy się tak nie zachowywałam. Wśród innych wyróżniała mnie odwaga i obojętność. Jednak nie tym razem.
-Nie wyglądasz jakbyś się gdzieś spieszyła. Możemy chwilkę porozmawiać?
-No dobrze, byle szybko. - rzuciłam głucho i usiadłam razem z nim, na drewnianą ławeczkę.
-Lara, nie za bardzo wiedziałem jak ci to powiedzieć...- Diego, tak właśnie, Diego złapał mnie za rękę, a ja poczułam szybsze bicie serca. Ba! Biło mi jak oszalałe, jakby chciało mi wyskoczyć z ciała! -Podobasz mi się. -patrzyłam się jak zaklęta w jego oczy, podczas gdy na moich policzkach powstawały krwiste rumieńce. Wreszcie usłyszałam te słowa z jego ust! Wreszcie.
-Ty mi też, Diego. -W tym momencie jak w jakimś romansidle, złączyliśmy usta w pocałunku. To było mega niesamowite! Innymi słowami nie mogę tego wyrazić. Czułam motylki w brzuchu, a na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Do studia doszliśmy rozmawiając i oczywiście trzymając się za ręce. Tak jak można było przypuszczać, od progu "napadła" na nas Naxi - zawsze do siebie przytuleni, a potem dołączyły jeszcze Fran i Camila. Zręcznie wywinęłam się z krępującej sytuacji i poszłam sprawdzić wyniki. Nie mogłam w to uwierzyć. Z nerwów i zaskoczenia zaczęły mi się trząść ręce. Przez chwilę stałam tam jak słup z rozdziawionymi ustami, po czym wybiegłam roześmiana ze szkoły. DOSTAŁAM SIĘ!

Diego

Spacerowałem już z pół godziny gdy postanowiłem wrócić do domu. Przez cały czas myślałem o dziewczynie która zawróciłami w głowie. Lara... jak ja uwielbiałem to imię! Jednocześnie było pełne wdzięku, a z drugiej strony wyróżniała się jakąś niezbadaną dzikością. Myślałem w jaki sposób powiedzieć jej, że mi się podoba. Zawsze, ale to zawsze, przy każdej dziewczynie przychodziło mi to naprawdę łatwo, a teraz czułem skomplikowaną niemoc. Nie potrafię tego opisać. Może to po prostu strach, którego nigdy wcześniej nie doznałem? Przejechałem dłonią po czole. Ręka była makabrycznie zimna, wręcz lodowata! Tak to musi być strach... dziwne uczucie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Lara była inna niż reszta dziewczyn, gdy tylko ją widziałem, głos mi się załamywał, a nogi uginały się podemną. Kocham się w jej głębokich oczach i pełnych, lśniących ustach. Uwielbiam jej śmiech, który łaskocze mnie od środka. Jej żarty, poczucie humoru, bawi mbie i cieszy jak dziecko nową zabawką. Wszedłem do domu i jak najciszej się da zamknąłem drzwi. Na palcach doszedłem do swojego pokoju, przebrałem się, wskoczyłem pod pierzynę i usnąłem.

*Następnego dnia*

Leżałem sobie w łóżku i zaspanym spojrzeniem spoglądałem na sufit. Ciągle myślałem o Larze - ta myśł nie odstępowała mnie nawet na krok. Słyszałem już poranną gadaninę rodziców i czułem zapach świeżo pieczonych tostów. Wstałem, założyłem skarpetki i wyszedłem z pokoju. Na szczęście mamy parterowy dom... moim rodzicom nie chciałoby się tak latać w górę i w dół. W kuchni zastałem mamę robiącą kawę i tatę przygotuwującego śniadanie.
-Dzień dobry! Jak się spało? -zapytałaa się mnie mama.
-Hej. Jak zwykle, dobrze. A wam?
-Też, musimy porozmawiać.- rzekł tata. -Twoja siostra  przyjeżdża za miesiąc na parę dni i będziesz musiał oddać jej pokój.
-O wreszcie przyjeżdża! Po 4 latach siedzenia w Anglii... Londynie do tego. A pomyśleliście gdzie może ja będę spał?
-Oj nie marudź. Wiemy wszyscy, że no cóż, dawno się nie widzieliście, jednak chyba nie ma między wami konfliktu, co? Bądź dla niej miły. A co do noclegu, to albo przenocujesz w hotelu albo u jakiegoś znajomego.
-Ok. - odburknąłęm zmieszany i nałożyłem sobie tosta i trochę jajecznicy. Szybko zjadłem, ubrałem się w granatową koszulę i wyszedłem z domu. Szedłem przez park, w stronę studia, gdy zobaczyłem moją miłość, Larę. Dziewczyna nagle zachwiała się i gdyby nie moja szybka reakcja, już dawno leżałaby na ziemi z rozbitą głową. Spojrzałem się w jej oczy i energicznym ruchem ją postawiłem. Usiedliśmy na ławce i w końcu to zrobiłem. Wyznałem jej moje uczucia, a ona odwzajemniła je pocałunkiem! Ta chwila pozostanie na zawsze w mojej głowie... w końcu wstaliśmy i poszliśmy za rękę do szkoły. Od progu Naty z Maxim zaczęli wypytywać się o to nasze "efektowne wejście".
-O co się tu dzieje? Diego, czy wy? - spytała się Naty.
-Yy... tak. Jesteśmy razem. -odpowiedziałem.
-To świetnie stary! - Maxi przybił mi piątkę. Moja dziewczyna wymknęła się i poszła sprawdzić wyniki.
-Diego! Opowiadaj! Co między wami zaszło? -naskoczyła mnie Camila. Ja odchyliłem głowę do tyłu i zacząłem powoli wszystko wyjaśniać. Po przemowie zobaczyłem, jak z studio wybiega Lara. Oderwałem się od przyjaciół i pobiegłem za nią. Dziewczyna usiadła na jednej z ławek i zaczęła płakać. Nie zdążyłem sprawdzić czy się dostała czy nie, więc musiałem wyciągnąć to z niej.
-Co się stało?
-Dostałam się, nie mogę w to uwierzyć. - przytuliła mnie.
-Chodźmy na koktajl, odpręży cię. - zaproponowałem i poszliśmy za rękę w stronę baru. Po dwóch godzinach spędzonych z Larą, odprowadziłem ją do domu i sam wróciłem do mojej chatki. Chatka Puchatka normalnie... zdjąłem buty i wparowałem do kuchni. Chwyciłem kawałek ciasta marchewkowego, upieczonego dzień wcześniej i zasiadłem na kanapie. Po chwili usłyszałem kroki wchodzące do salonu.
-Hej, Diego. Posprzątaj u siebie w pokoju i proszę powycieraj kurze. Za jakieś trzy godziny przyjdzie ciotka Angela z wujkiem Benito i synkiem Augusto, a ja jestem wykończona.
-Dobrze mamo. - wstałem i ruszyłem do swojego pokoju. Po ogarnięciu rzeczy, zasiadłem nad matematyką. W odróżnieniu od innych uwielbiałem ten przedmiot, podobnie jak chemię. Po kilkudziesięciu minutach usłyszałem dzwonek do drzwi. Mama zaparzyła wodę na herbatę i kawę, a tata, który musiał niedawno wrócić, poszedł otworzyć drzwi.
-Witajcie! No, wchodźcie prędko! - krzyknął od progu tata i wpuścił ich do środka.
-Dawno tu nie byliśmy, prawda Benito? -Angela powiedziała do wujka. -Macie piękny dom. -Tym razem zwróciła się do mojej mamy, która akurat wyszła z drugiego pokoju. Ich syn, miał na oko 3 latka. Grzecznie się przedstawiłem i poszedłem do pokoju. Zacząłem rysować na kartce jakiegoś zwierzaka. Okazało się, że wyszedł mi kot. Całkiem zacny, kot.

Po kilku godzinach rozmyślań wysłałem Larze sms. "Przyjdę jutro po ciebie i razem pójdziemy do studia. Co ty na to? Kocham D." Po chwili dostałem odpowiedź "Pewnie! Przyjdź po mnie około 9:00. Też cię kocham L." Z telefonem w ręku usnąłem.
--------------------------------
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Nie miałam weny, czasu i teraz miałam mnóstwo wycieczek, nauki i wyjazdów. Tak jak już kiedyś obiecywałam rozdział długi :D. Mam nadzieję, że się podoba ;). Proszę, komentujcie to dla mnie bardzo ważne i pomaga w dalszym pisaniu <3 A na koniec macie Tini i Jorge:

 
Wchodźcie też na te stronki:
<3333
 

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 16 "Płyta"

Camila

Dzisiaj miałam spotkać się z Fran i z Violą. Wczorajsze spotkanie z Brodwayem bardzo mi pomogło. On jest super! Chyba nawet lepiej mi się z nim rozmawiało, niż z Maxim, gdy byliśmy jeszcze razem. Spakowałam książki i od razu po śniadaniu poszłam do studia. Wiedziałam, że muszę być wcześniej niż wszyscy, aby nadrobić stracone dni. W szkole, najpierw pokierowałam się w stronę sali baletowej. Powiesiłam torbę na wieszaku, gdy ktoś przykrył mi oczy.
-Zgadnij kto to.
-Hm? Brodway?
-Tak! - zaśmialiśmy się i chłopak mnie objął.
-Co ty tu tak wcześnie? Dopiero 6:30.
-Przyszedłem pomóc ci w zaległościach. Chyba dobrze?
-No a jak. Dzięki jesteś cudowny! - wykrzyknęłam. Chłopak pokazał mi choreografię nowej nauczycielki. Była nawet spoko. Ćwiczyliśmy już bite 2 godziny.
-Jestem zmęczona, muszę ćwiczyć jeszcze grę na keyboardzie.
-Ok, to chodź pokażę ci co najlepiej będzie jak sobie poćwiczysz.
-Dobrze, ale mam nadzieję, że niezbyt trudne. - uśmiechnęłam się. Poszliśmy do sali obstawionej instrumentami.
-Zagraj i zaśpiewaj mi Habla Si Puedes. Pięknie ci ono wychodzi.
-Dobrze i dzięki. - po piosence Brodway pomógł mi w zagraniu Junto a ti. Wyszło świetnie.
-Brodway, jesteś kochany! - wykrzyknęłam i nie panując nad emocjami pocałowałam go. Złączyliśmy usta u długim, pięknym pocałunku. Gdy się w końcu od siebie oderwaliśmy, popatrzyłam na jego oczy, potem usta i jeszcze raz zanużyłam się w jego wargach. Przerwała nam Viola.
-Hej... Cami wróciłaś! A, co to miało znaczyć? - Viola wydawała się nieco zmieszana.
-Yy... nic. Po prostu... nie no nie mam wytłuaczenia. Po prostu nie mów Maxiemu proszę.
-Ja nie pisnę nawet słówka, ale się sam do wie. Kłamstwo ma krótkie nogi, ale życze Wam szczęścia. O i Leon się wybudził. Fantastycznie prawda! - przytuliłyśmy się. W tym momencie weszła reszta klasy i Beto. Gdy zobaczyłam Maxiego, szczęka mi prawie opadła. Był zachwycony tylko Naty
 Brodway miał rację. Postanowiłam na nic nie czekać.
-Brodway, będziesz moim chłopakiem. - szepnęłam mu na ucho.
-Tak. Nie wiesz, jak ja długo na to czekałem. -powiedział i mnie cmoknął. Beto zaproponował nam wszystkim zaśpiewanie i zagranie Ven y Canta. Wyszło genialnie. Po zajęciach poszlam razem z dziewczynami do baru, obgadać parę spraw. Wieczorem usiadłam na kanapie i zaczęłam szlochać. Czuję się samotna i czuję, że popełniam błąd, że kogoś krzywdzę. Zmęczona płaczem usnęłam.

Diego

W domu próbowałem uruchomić płytkę z tajnym zdjęciami z Violettą. Oczywiście coś musiało się uszkodzić... Ugh... no nic, trudno. I tak podoba mi się Lara. Muszę jej o tym powiedzieć. Ale to przy następnej okazji. Słyszałem, że Leon się wybudził. To niezbyt dobrze, ale w końcu Vilu to już przeszłość... Rozmyślałem chwilę, aż wyszedłem z domu na spacer. Było po 21:00.
-------------------
Już jutro w naszym serialu pojawi. się Bridgit Mendler! Cieszycie się? Ja taaak ;D


Sorki też za tak krótki rozdział ;(. Niestety nie miałam weny. Jutro postaram napisać coś lepszego. Oglądaliście dzisiaj maraton z Violettą o 18? Ja tag ;3 Przypominam także, że Bridgit Mendler zostanie z nami przez cały tydzień! Od 11 - 15 odcinka :D Życze Wam Violettowych snów i mam nadzieję, że mimo, że rozdział jest krótki to pozostawicie po sobie chociaż komentarz. Każdy komentarz zachęca do pisania więc proszę komentujcie. 

sobota, 2 listopada 2013

One Shot - Leonetta

Violetta

Dzisiaj były moje urodzinki. W studiu wszyscy składali mi życzenia itp. trochę już nawet męczące zaczynało się to robić. Leon był jakiś taki niedostępny. Złożył mi co prawda życzenia, ale żadnego porządnego buziaka ani nic... Właśnie wychodziłam ze studio bo byłam po zajęciach, gdy podszedł do mnie Leon z kwiatkiem w ręku.
-Oto piękna róża, dla pięknej dziewczyny.
-Oj, Leoś, dziękuję! Śliczna.
-Ale, nie aż tak śliczna jak ty. - chłopak pocałował mnie w policzek, a ja zarumieniłam się.
-Nie słodź mi tak, bo stanę się pomidorem!
-I tak wiem, że mnie kochasz. - uśmiechnął się czarująco.
-Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale moi rodzice dzisiaj rano wyjechali na trzy dni i jestem sam w domu... może byś chciała u mnie dzisiaj zanocować?
-Leon, mój tata...
-Twój tata nie musi nic wiedzieć. Powiedz mu, że idziesz na noc do Fran. - przerwał mi.
-Jesteś kochany. - pocałowaliśmy się namiętnie.
-Czekam na ciebie o 20:00. Obejrzymy jakiś film i upieczemy babeczki. A teraz idź opowiedz Francesce nasz plan.- Leon odszedł, a ja podbiegnęłam do przyjaciółki. Wszystko uzgodniłyśmy i udałam się do domu. Była 16:00, więc postanowiłam od razu powiedzieć tacie o wyjściu i przygotować się na spotkanie z moim boskim chłopakiem.
-Tatooo! - krzyknęłam już od progu.
-Tak? Coś się stało? - zapytał się mnie mój ojciec wychodząc z gabinetu i całując w czoło.
-No mniej więcej. Mogę iść dzisiaj na noc do Fran? Nie musisz się o nic martwić, bo jej rodzice będą w domu. - skłamałam.
-Niech ci będzie. Na którą się u niej umówiłaś?
-Na 19:00. Ale ona po mnie przyjdzie. -próbowałam udawać obojętność, jednak w głębi serca bardzo cieszyłam się ze spotkania z Leonem.
-Dobrze, a teraz idź do jadalni. Olga już dawno na ciebie czeka z obiadem. Ja już zjadłem dwie godziny temu, w czas gdy obiad się jeść powinno.- poszłam do kuchni i przywitałam się z Olgitą. Wiedziałam, że mimo, że jest cudowna, nie mogę jej za dużo powiedzieć, ponieważ wygada mój mały sekrecik przy pierwszej lepszej okazji. Szybko zjadłam pomidorówkę, oczywiście doskonale przyrządzoną i poszłam do łazienki na górę, nalać sobie wodę na gorącą odprężającą kąpiel. Po 1,5 godzinie wyszłam z wanny, ułożyłam i wysuszyłam sobie włosy i zaczęłam grzebać w garderobie.
Musiałam wyglądać bosko. Założyłam kwiecistą bluzkę i różowiastą spódniczkę, a do tego buty na koturnie. Na koniec nałożyłam sobie kremik, pomalowałam twarz. i paznokcie. Chwilę siedziałam na łóżku i czekałam, aż wyschną. Po pół godzinie siedziałam już w salonie i czekałam na Fran, która miała odprowadzić mnie pod dom Leona. W końcu się jej doczekałam. Złapałam torbę z ciuchami i ruszyłam do gabinetu taty się z nim pożegnać. Oczywiście musiał dać mi 5-minutowy wykład o dobrym zachowaniu. Gdy byłyśmy już pod domem Leona uściskałam przyjaciółkę. Leon do mnie zadzwonił i powiedział, że czeka już z kwiatkami.


-Baw się dobrze Violu, ale nie przeginaj czasem!
-Oj, Fran, przecież mnie znasz. Lecę już bo się spóźnię. -podbiegłam od furtkę i zadzwoniłam. Chłopak od razu mnie wpuścił i podarował kwiatuszki.
-Witaj skarbie. Chodź do kuchni. Napijesz się czegoś?
-Poproszę sok pomarańczowy.
-Pięknie wyglądasz. Nawet można rzec, że nadzwyczaj pięknie. Kolacja zaraz będzie gotowa. - Leon podszedł do mnie i mnie pocałował po szyi. Nagle coś piknęło. Chłopak poszedł wyjąć wszystko i ustawić na stół.
-Kurczak po marokańsku z dodatkiem sałatki wiejskiej z jajkiem i warzywami.


-Mmm... pysznie się zapowiada. Leon ustawił koło mnie lampkę wina.
-Leon, nie mam ukończonych 18 lat...
-Nic się nie stanie. Masz 17, a po za tym nigdy nie piłaś? - uśmiechnął się do mnie tak jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem. Ja tylko chwyciłam butelkę i nalałam sobie wina do kieliszka. Po kolacji zaczęliśmy oglądać horror. Ciągle tuliłam się do Leona. Po filmie zajęliśmy się tylko i wyłącznie sobą. Po jakimś czasie usnęłam.
-------------
Napisałam One Shota bo jakoś nie miałam weny na opowiadanie... mam nadzieję, że się podoba ;)
Zapraszam również na te stronki:

https://www.facebook.com/pages/Violetta-to-nie-film-to-sens-%C5%BCycia/346189858847730

i na tą:

https://www.facebook.com/pages/Violetta-Ca%C5%82ym-Moim-%C5%BByciem/643044302373981

Są naprawdę super i zachęcam do dawania im lajków! Dobranoc <3


 
 
 

Strony na fb

Elo! Proszę wchodźcie na te strony które zaraz podam. Jeżeli macie facebooka, a macie prawda? ;D To czym prędzej dawajcie im Lubię to! Naprawdę nie pożałujecie!!!

1. https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta/358678194243948

2. https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta-PL/166555460197144

3. https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta-to-jedno-%C5%BCycie/168834926636923

4. https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta-to-moje-%C5%BCycie/427833570663886

5. https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta-to-moje-%C5%BCycie/463291540434411

6. https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta-to-moje-%C5%BCycie/371680032934421

7.  https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta-to-moje-%C5%BCycie/450954925000173

8. https://www.facebook.com/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie/474318012600454?notif_t=fbpage_admin#!/pages/Violetta-To-Moje-%C5%BBycie-i-Moja-Pasja/173049832873037

To chyba tyle... jak jakąś stronkę pominęłam to piszcie ;). Naprawdę baaardzo zapraszam do wchodzenia na nie  -  warto!
A co do bloga to rozdział najprawdopodobniej pojawi się dzisiaj. Wczoraj było święto, więc sobie postanowiłam odpocząć ;D. Buziaki ;***


czwartek, 31 października 2013

Rozdział 15 "Wybudzenie"

Lara

Od 7:00 jestem na nogach. To wyjątek, bo zazwyczaj nie da się mnie ściągnąć z łóżka. Ciągle rozmyślałam o Diegu. Jest taki niesamowity! Chciałabym chyba czegoś więcej niż tylko przyjaźni, ale raczej nie mam na co liczyć. Muszę skupić się teraz na czymś innym, a w odpowiednim czasie powiem mu o moich uczuciach.
-Lara! - to była mama.
-Tak? - odkrzyknęłam.
-Chodź tu na chwilę. - wyszłam z mojego pokoju i poszłam do salonu.
-Valeria, mam dla ciebie bojowe zadanie. Po pierwsze idź na zakupy do sklepu. Możesz jechać motorem. - mama podała mi długą listę zakupów i wcisnęła do ręki zwitek banknotów. -A po drugie jak przyjdziesz to wyplepisz ogródek.
-Co? Zakupy jeszcze zniosę, ale plewienie ogródka? To nie dla mnie!
-Valeria, zrobimy tak. Ty teraz pójdziesz na zakupy a za staranne wyplewienie ogródka dostaniesz 6 dolarów, dobrze?
-Moge się targować? - zapytałam z uśmieszkiem na ustach.
-Nie. Zmykaj już do tego sklepu! -mama wygoniła mnie z domu. Podążyłam w stronę najbliższej Biedronki. Nawet szybko uwinęłam się z zakupami. Chciałam prędko wyplewić ogródek i mieć spokój. Weszłam do domu i położyłam torby na stole.
-Już jestem! - krzyknęłam.
-Dobrze. Chodź do ogródka! - usłyszałam dobrze znany mi głos. Poszłam wwyznaczone mi miejsce i spojrzałam na mamę. Obie miałyśmy ogrodniczki i rozpuszczone włosy, jednak ja różniłam się brakiem słomianego kapelusza.
-Proszę, tu masz narzędzia pomocnicze, a ja idę poodkurzać i umyć podłogi. Wynagrodzenie otrzymasz po skończonej pracy. - uśmiechnęła się i złapała mnie za policzek. Wzięłam się od razu do pracy. Po dwóch godzinach miałam dopiero 1/3 dobrze oczyszczonego ogrodu. Muszę jednak przyznać, że powierzchnia ogrodu była spora. Wzięłam na większe obroty. Po upływie godziny byłam padnięta. Poszłam nalać sobie soku marchwiowego. Moja mamuśka krzątała się po kuchni.
-Co robisz?
-Kolację. A ty już skończyłaś? - mama oparła się o blat, podnosząc brwi.
-Mamo... Została mi niecała połowa. Kiedy tata przyjedzie z pracy?
-Musiał dzisiaj dłużej zostać w biurze. Powinien być za 1,5 godziny. Miło by było gdybyś się do tego czasu wyrobiła z ogródkiem.
-Zaraz- powiedziałam przeciągle.
-No nie zaraz tylko już! Lara, potem się ściemni! -nalegała.
-No dobrze, dobrze. - wstałam ociężale z krzesła i poszłam dokończyć pracę. Po kolejnej godzinie, skończyłam pracę. Byłam zmęczona, lecz jakże dumna z siebie. Poszłam oznajmić to mojej rodzicielce.
-Skończyłam!
-No nareszcie. Kochana wiem, że jesteś senna i zmęczona, ale jeżeli pójdziesz teraz wynieść śmieci dopłacę ci dolara. -Nim mrugnęła okiem, już zdążyłam wynieść śmieci i czekałam na swoją zapłatę. Mama dała mi 8 dolarów.
-Przecież miało być 7 dolarów...
-Tak, ale ten ósmy jest jako napiwek, jest taki od serca.- zaśmiałyśmy się. Po chwili do domu wszedł tata. Widać było, że głowę ma w chmurach.
-Cześć tatku! - wykrzyknęłam.
-Cześć córeczko. Co tam u ciebie?
-A dobrze. Wyplewiłam dzisiaj ogródek i zrobiłam zakupy. A co u ciebie w pracy?
-Tak jak zwykle. Bez żadnych wyskoków. Mam jednak trochę papierkowej roboty w domu. - poszliśmy na kolację. Po posiłku, ja pozmywałam, tata uzupełniał i podpisywał papiery a mama poszła przygotować sobie gorącą kąpiel. Po obowiązkach udałam się do swojego pokoju zaczerpnąć cudownego snu.

*kilkanaście godzin później*

Jem właśnie śniadanie. Pyszna jajecznica z bekonem i szklanką soku uspokoiła moje nerwy. Dzisiaj było przesłuchanie w prestiżowej szkole muzycznej, postanowiłam zrobić niespodzinkę Diegu i przejść eliminacje. Byłam lekko poddenerwowana. Po śniadaniu poszłam jeszcze wziąść teczkę z nutami i wyszłam z domu. Pogoda była cudna. Słońce dość mocno przygrzewało, ale czuć było przyjemny wiaterek. Szłam przez kwiecistą łączkę i spoglądałam na bezchmurne niebo. Ponieważ mój dom był usytytułowany dalej od centrum miasta, miałam możliwość odpoczywać w cieniu drzew oraz biegać po łąkach i polach. W okolicy znajdowały się tylko dwa sklepiki w tym moje ukochana biedronka, stacja paliw i niewielki park. Usiadłam pod samotnie stojącym drzeweem i wyciàgnęłam flet. Wyglądało to pewnie dość zabawnie i napewno bajkowo. Zagrałam na nim kilka, nauczonych się już w dzieciństwie utworów. Niestety musiałam iść do studia. Pod nosem podśpiewywałam sobie "Destinada a Brillar". Gdy doszłam do studia zauważyłam Andresa.
-Hej! Nie wiesz może gdzie odbywają się przesłuchania?
-Cześć, a my się znamy?
-Tak, Andres to ja Lara! Leon ci mnie przedstawiał...
-A no tak. Przesłuchanie jest w nowej pracowni plastycznej. Okazało się, że jest tam najwięcej miejsca.
-Ok, dzięx. - miałam nadal niezłego stracha.Po przeczytaniu mojego nazwiska zaśpiewałam Voy por ti.  Jurorom chyba się spodobało. Następnym punktem był taniec. Układ szczerze mówiąc był banalny, więc zaliczyłam go bez większych problemów. Po egzaminie poszłam na spacer, musiałam się odstresować. Nie mogłam przestaç myśleć o tym, że jutro wyniki.

Violetta

Postanowiłam dzisiaj odwiedzić Leona w szpitalu. Nie ma dzisiaj zajęć w szkole, więc pozwoliłam sobie na dłuższe wyjście z domu. Myślę, że tata mi pozwoli, w ostatnim czasie, przecież mocno się zmienił. Około 11:00 minęłam już recepcję w szpitalu i poszłam pod salę Leona. Im bliżej byłam tym bardziej biło mi serce. Ten sam lekarz co ostatnio zaczepił mnie przed pokojem.
-Dzień dobry. Violetta Castillo jak pamiętam?
-Dzień dobry, tak. A jak się czuje Leon? Można do niego wejść?
-Ależ oczywiście. A chłopak czuje się naprawdę dobrze. Wybudzi się nawet może jutro.
-To wspaniale! - powiedziałam i wpadłam do sali. Wiedziałam, że nie widzę w tych aparatach go pierwszy raz jednak coś mnie ścisnęło w sercu. Usiadłam koło niego.
-Leon, jeszcze raz przepraszam, jeżeli to przezemnie się wtedy rozkojarzyłeś. Wiedz, że zależy mi na tobie. - dotknęłam jego ręki i złożyłam na jego czole uroczy pocałunek. W tym momencie stało się coś niewybałego. Leon, mój Leon otworzył oczy i się szczerze uśmiechnął! To było niesamowite. Lekarze momentalnie wbiegli na salę prosząc mnie o wyjście. Wyszłam z sali nie mogąc oderwać od niego wzroku, magiczne uczucie. Siedziałam około 15 minut w poczekalni gdy jeden z lekarzy poprosił mnie do swojego gabinetu.
-Pani Violetto, Leon Verdas wybudził się już z śpiączki. Przeprowadzimy tylko badania kontrolne i jak jego organizm się wzmocni zostanie wypuszczony.
-Jej! - wybiegłam ze szpitala i obdzwoniłam wszystkich. Potem musiałam iść przygotować się do spotkania z Fran i Cami. W domu dopasowałam spódniczkę, bluzeczkę i przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam ślicznie!
----------
Mam nadzieję, że się podoba. W końcu Leoś się wybudził ;3 Dzisiaj hallowen, bawicie się? Ja nieee. ;*** Ok, następny rozdział chyba jutro <3

środa, 30 października 2013

Notka + Ciekawostki! ;D

Dziękuję !!! <3 Już ponad 1000 wejść ! Strasznie się cieszę kochani ;*** W nagrodę obiecuję bardzo długi rozdział... nie wiem kiedy, ale będzie xD a oto kolaż dla Was <3


Mam nadzieję, że się podoba ;). Chciałabym również udostępnić linka do strony na facebooku, o Violetcie. Gorąco zapraszam do polubienia tej stronki ;D

https://www.facebook.com/ViolettaFanclubIInne

Chcecie parę ciekawostek co będzie się działo w drugim sezonie Violi? Oczywiście już się zaczął, ale takie informacje o dalszych losach Violki ;D

1.Siostra Naty - Lena pojawi się w drugiej części drugiego sezonu :Violetty 2"
2.Ludmi będzie próbowała zamienić się w "przyjaciółkę" Violi, tylko po to by zyskać jej zaufanie.
3.German postanowi zmienić dom.
4.Leon i Valeria czyli Lara (nowa uczennica studio będą razem)
5.Brako, Napo, Luca oraz Tomas nie wystąpią w drugim sezonie Violi.
6.Antonio to dziadek Violetty. Ojciec Marii i Angie a co za tym idzie Jackie i Angie to kuzynki.
7.Federico będzie grał przez 40 odcinków drugiej części, drugiego sezonu. (cała druga część)
8.German i Angie będą mieli dziecko, córeczkę którą nazwą Juliet.
9.W 40 odcinku Vilu straci głos, ponieważ Diego nalał jej czegoś do wody.
10.Ludmiła zakocha się w Diegu i będzie zazdrosna, gdy ten naprawdę pokocha Violettę.
11.Fran nie pojawi się w kilku odcinkach Violetty 2 ponieważ wróci na jakiś czas do Włoch.
12.Violetta 2 ma zakończyć się param: Leon i Violetta, Diego i Ludmiła, Naty i Maxi, Marco i Fran, German i Angie.
13.German i Angie wezmą ślub.
14.W finałowym odcinku Leon pocałuje Violę.
15.Podobno w 2 ostatnich odcinkach drugiego sezonu pojawi się Tomas.
16.Diego odkryje że Gregorio to jego ojciec.
17. Angie odkryje, że Jeremiasz to German.
18.Leon ma na jakiś czas opuścić Studio 21 i działać na torze chyba jako mechanik.
19.Studio 21 zmieni nazwę na Studio On Beat. Ale to już wiecie :D
20.Potwierdzono 3 sezon Violetty!

20 ciekawostek o 2 sezonie Vilu ;D W drugim sezonie "dziewczyną z wymiany" będzie Bridgit Mendler, a w trzecim - potwierdzonym ma zagrać Demi Lovato! A dla pewności wstawiam zdjęcie z Federico trzymającego scenariusz Violetty 3 !!!


Istnieją również plotki, że w ostatnim, końcowym sezonie serialu Violetta, Leon oświadczy się Vilu!!! :D <3 Ok, to chyba tyle... pamiętajcie o stronce na fb którą podałam wyżej! Koffam was <3

wtorek, 29 października 2013

Rozdział 14 "Zajęcia taneczne"

Francesca

Obudziłyśmy się chyba jednocześnie z Violettą. Od razu patrząc na siebie odbyłyśmy wyścig do łazienki "Kto pierwszy ten lepszy". Nie mogłam odpuścić. Dobiegłyśmy niestety razem. Remis. 
-Ok, Fran to ty idź pierwsza, a ja pójdę trochę ogarnąć w pokoju i wejdę po tobie.
-Spoko. - zgodziłam się. Skończyłam sprzątać w pokoju, właśnie gdy Fran wyszła z łazienki. Umyłam się jak najszybciej i zaczęłyśmy wybierać ciuchy. Dzisiaj pierwszą lekcję mamy o 11:00 więc mamy dużo czasu, zważając, że dopiero jest 8:15. Założyłyśmy oczywiście zwiewne sukienki i zeszłyśmy na dół, na śniadanie. Olga przygotowała pyszne grzanki, chałkę z marmoladą i kakao. Po posiłku wyszłyśmy z domu i poszłyśmy w stronę Resto Bandu. Po drodze spotkałyśmy zmartwionego Maxiego. 
-Hej Maxi. Co jest?
-Wiecie co? To życie jest do banii. - powiedział i pobiegł w przeciwnym kierunku.
-Coś się stało. 
-Tak, najpewniej chodzi o Camilę. A no i dzisiaj wraca. Super co nie?
-Też się bardzo cieszę. Mam nadzieję, że się poukłada z Maxim i Camilą, to był czysty przypadek.
-Też tak sądzę. - weszłyśmy do restauracji i zamówiłyśmy sobie po białej kawie. Luca oczywiście chciał nam jeszcze wcisnąć coś dodatkowo... wzięłyśmy gorące napoje i poszłyśmy nad stawik z fontanną w parku niedaleko szkoły. Chwilę rozmawiałyśmy o Camili i Marco gdy podszedł do nas nieznany mi chłopak. Zamarłam na chwilę.
-Francesca to -Viola przełknęła ślinę. - To jest Diego. Diego to Francesca, moja przyjaciółka.
-O jak miło mi cię poznać, Fran.
-Dziękuję, mi ciebie też. - w tej chwile pojawił się Andres. Pojawia się zawsze w jakiejś ważniejszej chwili.
-Cześć dziewczyny. Antonio prosi nas abyśmy przyszli wcześniej. Ma nam znowu coś do ogłoszenia.
-Ok, dzięki Andres. Diego bardzo przepraszamy ale musimy iść do studio. Pa! - krzyknęła Viola.
-Pa. - odpowiedział, a my pobiegłyśmy do szkoły. Antonio już na nas czekał. Gdy tylko nas zauważył, zaczął przemowę.
-Posłuchajcie. Youmix zaproponował nam przeprowadzenie pewnego rodzaju głosowania. Jutro każdy na kartce spisze swojego ulubionego muzyka, którego nazwisko napisane jest na karcie w sali baletowej. Głosowanie ma być tajne, a osoba która zostanie wybrana, przyjedzie do nas na miesiąc. Będzie z nami ćwiczyć i uczyć. Zapowiadam również występ który odbędzie się za 1,5 miesiąca. Co do Leona to jak wyzdrowieje będzie musiał nadrobić zaległości. To chyba tyle.

-Super! - wszyscy krzyknęli. Nasza paczka, do której niedawno doszła, także Ludmiła udała się na pierwsze zajęcia z Jackie.
-Witam was. Jak już wiecie będę was uczyć tańca razem z Gregorio, a niedługo będzie przedstawienie. Mamy masę pracy. Najpierw nauczycie się pierwszego układu. Potem Gregorio następnego, a na koniec z schrynchronizujecie go z śpiewem. Dobra, nie ma czasu do stracenia, bierzmy się do roboty! - nauczycielka pokazała nam układ i zaczęliśmy go ćwiczyć. Po dwóch godzinach pracy Jackie w końcu pozwoliła nam zrobić 10 minutową przerwę na picie.
-Ta kobieta nas wykończy. - powiedział Maxi.
-Tak, jest okropnie wymagająca. Zaraz tu chyba padnę. - dodałam.
-Oj tam. Może i nas wykańcza, ale z drugiej strony umiemy już cały taniec! Zostało nam tylko wyćwiczenie go i będzie genialnie. Dobry trening nie jest zły.
-Tak Vilu, masz rację. Wytrzymamy i poprawimy kondycję. - Napo zgodził się z nami.
-Klasa! Musimy przećwiczyć to jeszcze dzisiaj kilka razy i zrobimy sobie ćwiczenia rozciągające. No ruchy! - krzyknęła Jackie. Po kolejnej godzinie ćwiczeń nauczycielka w końcu wypuściła nas na zajęcia z Beto. Po 3 godzinach męczarni byliśmy tak zmęczeni, że nic nam się nie chciało robić. Niestety musimy się przyzwyczaić. Beto rozpoczął zajęcia  od rozsypania kartek i notorycznie powtarzających się u niego słów: "Wszystko dobrze! Nic się nie stało!". Najpierw Naty i Ludmi miały zagrać na gitarze i skrzypcach "En mi mundo". Naty i Camila jako jedyne z klasy opanowały grę na tym instrumencie. Po lekcji byłam mega padnięta. Jednak obiecałam Marco, że dzisiaj poćwiczymy piosenki i grę na gitarze. Szybko poszłam do domu i ustawiłam budzik na 18:00, miałam 2 godziny na drzemkę. Wskoczyłam pod pierzynkę i smacznie zasnęłam.

Angie

Od jakiegoś czasu, wszystko niby powoli wraca do normy, jednak się zawsze coś musi popsuć. Już prawie zapomniałam o nieszczęsnym porwaniu. Teraz jednak Leon miał wypadek i doszły nowe nauczycielki. Do tego Youmix i występ w teatrze. Wszystko mi się już powoli miesza. Cieszę się, że dzisiaj lekcje miałam z samiutkiego rana, no cóż Viola poszła do studio dopiero na 12:00. Poszłam do kuchni.
-Olgito. Bardzo proszę, zrobi mi pani herbaty?
-Ależ oczywiście kochaniutka. Może herbatka z ziołami?
-Tak, poproszę. - po chwili nachylałam się już nad parującym napojem i przewijałam kanały w telewizorze. Po pół godzinie obijania się, poszłam do swojego pokoju i zasiadłam nad sprawdzaniem dzisiejszych kartkówek klas młodszych. Sprawdziłam 40 kartkówek! Uff... całkiem dobrze poszły. Nagle usłyszałam lekki trzesk drzwi i odgłosy kroków bótów na obcasach. Oho, Viola wróciła!
-Cześć Vilu. Co taka smętna jesteś? I jak tam lekcje z nową nauczycielką?
-Ojej Angie! Cześć. Jestem strasznie zmęczona, Jackie nas wymęczyła jak nigdy dotąd Gregorio. Zjem coś i idę do szpitala. Muszę odwiedzić Leona.
-A nie chcesz sobie odpocząć? Violu? - zapytałam się trochę zmartwiona.
-Nie, Angie. - dziewczyna chwyciła Snicersa i jabłko. - Wrócę za jakieś dwie godziny. Pa Angie! Nie martw się.
-No papa i się nie martwię. - Viola wyszła z domu, a ja poszłam do swojego pokoju przygotować się do jutrzejszych zajęć. Wszystko posegregowałam i posprzątałam na biurku. W końcu wzięłam książkę przygodową i odetchnęłam. Nie zważałam na nic, naprawdę wciągnęła mnie powieść. Nim się obejrzałam była 19:00. Zamknęłam lekturę i poszłam do pokoju obok, sprawdzić czy siostrzenica już przyszła. Niestety myliłam się. Zeszłam na dół.
-Angie! Parę godzin siedziałaś tam na górze.
-Czytałam książkę, całkiem interesująca.
-Dobrze, a widziałaś gdzieś może naszą Violę?
-Nie, poszła do Leona
 Za niedługo powinna wrócić ale jeśli chcesz to do niej zadzwonię. - powiedziałam wskazując na telefon.
-To zadzwoń i powiedz jej, że za zaraz kolacja. - wykręciłam numer Violetty i wyszłam z kuchni do salonu. Violetta odebrała dopiero po czwartym sygnale.
-Hallo?
-Hej Vilu. Kiedy będziesz w domu? Olga już czeka z kolacją.
-Ciociu, za 5 minut będę. Właśnie jestem za dworcem kolejowym.
-Ok. Do zobaczenia! - dobrze, pójdę nakryć do stołu. Byłam w połowie drogi gdy wpadłam na Germana wychodzącego z gabinetu.
-Przepraszam German nie zauważyłam cię.
-To ja przepraszam. Powinienem być bardziej ostrożny.- powiedział i odszedł do kuchni.
W końcu Vilu pojawiła się.
-Viola wreszcie jesteś! Jak u Leona?
-Lekarz powiedział, że Leon ma się o wiele lepiej i być może nie będziemy musieli czekać na przebudzenie tyle czasu. A co jest na kolację?
-Sałatka grecka i śledzie w sosie własnym. - odpowiedziała gospodyni.
-Mmm... to bosko się zapowiada.
-Ależ oczywiście. Przecież wszystkie posiłki Olgity są przepyszne! - Viola roześmiała się. Po posiłku poszłyśmy do pokoi odpocząć po męczącym dniu. Przebrałam się w piżamki w serduszka i utonęłam w puszystej pościeli. Byłam tak zmęczona, że po chwili zasnęłam.

Violetta

Szłam uliczkami w stronę szpitala. W recepcji jakaś chamska babka w wielkich, kulistych okularach nie chciała mi wskazać sali Leośa. W końcu oznajmiłam jej, że jeżeli nadal będzie taka wredna to zgłoszę skargę. Wreszcie dowiedziałam się, że chłopak leży w sali 245 na drugim piętrze. Po wjechaniu windą rozejrzałam się i zaczęłam błądzić po korytarzykach. No tak! Jest, sala 245. Chciałam wejść, lecz jakiś lekarz mnie powstrzymał.
-A panienka to gdzie idzie?
-Przepraszam, ale chciałam odwiedzić Leona.
-A kim pani jest?
-Violetta Castillo, dziewczyna Leośka.
-Dobrze, w takim razie niech sobie pani na chwilę usiądzie, zaraz panią poprosimy do sali. - doktor wskazał mi czerwone krzesełko. Posłusznie usiadłam i czekałam. Po paru minutach lekarz wpuścił mnie do miejsca pobytu poszkodowanego. Gdy tylko go ujrzałam, rozpłakałam się. To było straszne. Usiadłam jednak koło niego i delikatnie chwyciłam go za rękę.
-Leon. Wiem, że mnie słyszysz. Bardzo mi ciebie brakuje, w zasadzie nie mogę bez ciebie żyć. Wszyscy tęsknimy. Proszę wróć do nas, bo... ja cię kocham. -Uroniłam łzę. Tak rozpoczęłam moją przemowę. Gadałam potem do niego jeszcze o szkole i przede wszystkim o wydarzeniach z Diego, gdy np. chciał mnie pocałować. Potem wstałam, nachyliłam się nad łóżkiem Leona i pocałowałam go w usta. Zauważyłam, że jego twarz przybrała bardziej radosnego wyrazu. Dzięki temu, rozpromieniłam się. Lekarze chcieli zrobić jeszcze badania, dlatego musiałam wyjść. Poszłam na spacer, chciałam przemyśleć parę spraw. Po spacerze kierowałam się ku domowi, gdy zadzwoniła Angie. Chwilę porozmawiałyśmy i gdy skończyłyśmy byłam już pod domem. Szybko zjadłam śniadanie, umyłam się, przebrałam i poszłam spać.

Camila

Dzisiaj przyjechałam z wypoczynku. Poszłam do domu, rozpakowałam się i czekałam w umówionym miejscu na Brodwaya. Przywitaliśmy się, a ten zabrał mnie do wykwintnej, francuskiej restauracji. Było wspaniale! Teraz jestem w domu i szykuję się do spania. Gadałam przed chwilą przez skype z Fran. Mówiła mi, że spotkała się dzisiaj z Marco. No cóż czas spać. Zgasiłam światło i zasnęłam.
----------------
Napisany! Całkiem długie mi wyszedł, co nie? Okey, ja lecę spać bo jest pierwsza w nocy... dobranoc! Jutro nowy rozdział ;D

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 13 "Chcesz u mnie nocować?"

Violetta

Siedziałam na łóżku, po turecku otulona kocykiem. Płakałam już dobre dwie godziny, a przeglądanie zdjęć Leona i myśl, że mogę go stracić przyniosła mi straszny ból. Nie tylko psychiczny, też fizyczny. Skręcało mnie, bolał mnie każdy skrawek ciała, a do tego przeraźliwy ból głowy, który mnie bombardował. Godzinę temu chciał się do mnie wedrzeć tata, potem próbowała Olga, ale na szczęście Ramallo wbił im, a przede wszystkim ojcu, że też potrzebuję prywatności i czasu dla siebie. Muszę kiedyś stąd wyjść i mu serdecznie za to podziękować. Leżałam przez chwilę na łóżku po czym chwyciłam pamiętnik.
"Pamiętniku! Nie wiem co zrobić. Mój kochany Leon leży teraz w szpitalu i jest jedną nogą na innym świecie. A kto wie czy ten wypadek na torze nie jest spowodowany moją osobą? Przecież tylko przezemnie cierpi. Niby lekarz powiedział, że wybudzi się za maksymalnie dwa tygodnie, ale to przecież mnóstwo czasu! Nawet nie jestem pewna czy wyjdzie z tej śpiączki. Jestem pogrążona w czeluściach smutku i rozpaczy. Mam nadzieję, że chociaż ty miewasz się lepiej...". Cieszę się, że wyżaliłam się sekretnikowi.

Pochlipywałam leżąc na łóżku, aż w końcu ktoś zapukał. To nie mógł być tata, Olga, ani Ramallo, ani nawet Angie. Dźwięk był zbyt delikatny. Wstałam i poszłam sprawdzić kto to. Francesca. Wpuściłam przyjaciółkę do pokoju i cicho zamknęłam drzwi na kluczyk.
-Violu, naprawdę nie płacz. Leon niedługo otworzy oczy, a wtedy będzie tak jak dawniej.
-A co jeśli nie będzie? Przecież to może być moja wina.
-Nie panikuj, a jeżeli tak to najlepiej dla uniknięcia nieprzyjemnych i niepotrzebnych komplikacji idź i mu opowiedz o ostatnich zdarzeniach. Podobno ludzie w śpiączce słyszą i czują tylko nie mogą otworzyć oczu.
-Może masz rację. Tak, jutro pójdę do niego i mu wszystko powiem. Powiem mu też że go bardzo kocham, strasznie mi go brakuje i jest mega ważny w moim życiu. - trochę ochłonęłam. Pewnie Fran miała rację.
-Ok, zmieńmy temat bo ja tu się zaraz rozkleję. Czemu dziś nie byłaś w studiu?
-Trochę się rano niewyraźnie czułam, ale już mi przeszło. A co robiliście? - zapytałam się.
-Hm... trochę do opowiadania jest.
-Mamy czas. - uśmiechnęłam się.
-Ok. Doszła do nas nowa nauczycielka, Becky która będzie uczyć plastyki oraz niejaka Jackie od tańca. - wyrecytowała jednym tchem Fran.
-Aha, ale to zwolniono Gregoria? No proszę a zaledwie jeden dzień mnie nie było!
-Nie, po prostu będzie dwóch nauczycieli tańca. A no i lekcje śpiewu z Angie. Na przyszły tydzień musimy napisać piosenkę oddającą nasze uczucia, najlepiej coś ostrzejszego.
-To ja chyba mam już coś co mi się przyda. - wstałam i zaczęłam szukać niedawno napisaną piosenkę. Podałam ją przyjaciółce. -Sądzisz, że taka może być? Nie ma tylko tytułu...
-Violetta to jest genialne! Co do tytułu to może "Euforia"? Moim zdaniem byłoby okey.
-Tak! Dzięki kochana. - przytuliłam się do przyjaciółki.
-A jak tam u Marco?
-Dobrze. Dzisiaj przyszedł do studio i złożył zgłoszenie.
-To cudownie! Może mu pomożemy w zdaniu egzaminów?
-No oczywiście, a co ty myślałaś? - zaśmiałyśmy się i zaczęłyśmy śpiewać. Właściwie to się wydzierać, bo nawet Olgita przyszła do nas na skargę, że nie może obejrzeć sobie w spokoju serialu. Oj ta Olga.
-Francesca, chcesz u mnie dzisiaj nocować?
-Pewnie. To ja pójdę do domu po rzeczy i za godzinę u ciebie będę.
-Spoko, do zobaczenia! - pożegnałyśmy się. Klapnęłam na krzesełko i podśpiewywałam sobie moją nową piosenkę. Nagle zauważyłam na oknie śliczną, małą sikorkę. Obserwowałam ją, aż w końcu odleciała. Spojrzałam się na zegarek. Minuty dłużyły się niemiłosiernie. Gdy przyszła Francesca niemal non stop gadałyśmy, śmiałyśmy się i śpiewałyśmy. Potem weszłyśmy na facebooka i dodałyśmy wcześniej zrobione sweet fociew piżamkach. Olga zrobiła nam jeszcze gorącej czekolady z piankami i poszłyśmy spać.

Brodway

Cieszę się, że nikt się nie skapnął, że ja byłem wplątany w sprawę Cami i Maxiego. Niby to mój przyjaciel, ale Cami nie jest dla niego stworzona. Jest dla mnie! Tego dnia wyciągnąłem kuzynkę mojej koleżanki na spacer i zaoferowałem jej 15 dolarów gdy pocałuje Maxiego na oczach Camili. Wyszło lepiej niż się spodziewałem! Zaraz muszę zadzwonić do niej i nakłonić ją do szybszego powrotu.
-Hejka Camila, jak tam na wsi?
-Brodway? Cześć. Wiesz, jest niesamowicie! A co u ciebie?
-To fajnie. U mnie dobrze. Kiedy wracasz?
-Jutro a co?
-Stęskniłem się. Mogę cię jutro odebrać? Poszlibyśmy gdzieś razem.
-Ok, fajnie się zapowiada. A ty utrzymujesz kontakt z Maxim? - usłyszałem w jej głosie nutkę nadziei... muszę to zniweczyć.
-Tak, ale muszę ci coś powiedzieć, jeżeli się o niego pytasz. Ostatnio powiedział, że dobrze, że zerwaliście. Ciągle chodzi radosny i mówi, że on sobie odpocznie i ty też. Nie chcę cię smucić ale zaczął się teraz bardzo rozglądać za Naty...
-Aha, dzięki za wiadomość. Przekaż mu, że już chciałam mu przebaczyć, jednak się opamiętałam.
-Dobrze, Cami spokojnie. Widocznie nie jest ciebie wart.
-Dzięki jeszcze raz Brodway. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Ja bez ciebie też. Cami muszę już lecieć. Do zobaczenia jutro!
-No papa! - rozłączyliśmy się. Mój plan idzie doskonale.


--------------------------------------
Rozdział napisany - nie najdłuższy bo nie miałam czasu, ale postaram wam się to jakoś wynagrodzić. W opowiadaniu nieźle namieszałam ;3. O i nie wiedziałam, że w serialu Leon też będzie miał wypadek... chociaż mój poważniejszy hehehe. Ok, następny rozdział najprawdopodobniej jutro ale nic nie obiecuję...